RPA 2000- dzienniki
23/11/2000
Godz. 06.00. Nasza roczna córeczka jeszcze śpi, gdy z żona, Basią jedziemy samochodem do Poznania na pociąg do Berlina. To ostatnie wspólnie spędzone chwile i uzgodnienia przed moją 3 tygodniową podróżą do Republiki Południowej Afryki. Z Poznania dalej jadę pociągiem do Berlina i następnie samolotem przez Londyn do Johannesburga. Zostałem zaproszony przez jednego z najlepszych na świecie Course Director'ów PADI Witolda Śmiłowskiego – Polaka mieszkającego w RPA od 20 lat do udziału w programach edukacji instruktorów, na szczeblu podstawowym jak również podwyższającym ich kwalifikacje. To prawdziwy zaszczyt pracować w towarzystwie Witka w kraju, gdzie nurkowanie jest> na najwyższym światowym poziomie. Będę, więc brał udział w nauczaniu innych, jednocześnie zdobywając wiedzę i doświadczenie. Jestem szalenie ciekaw jak przebiegnie mój pobyt. Mam też obawy - mój angielski nie jest najlepszy. Podróż samolotami British Airways należy do przyjemności, wiec po kolacji rozsiadam się wygodnie w fotelu i mimo mocnych turbulencji zasypiam...
24/11/2000
Godz. 08.55. Po angielskim śniadaniu samolot miękko ląduje na międzynarodowym lotnisku w Johannesburgu. Tutaj po odprawie wita mnie Quintin Hill – asystent Witka, którego poznałem wcześniej przed 1,5 roku. Po wyjeździe z lotniskowego parkingu uderza w nas afrykańskie słońce. Jedziemy od razu do stolicy RPA – Pretorii, do sali wykładowej, gdzie już od wczoraj odbywa się IDC - kurs dla kandydatów na Instruktorów PADI. Witek poinformował już uczestników o moim przyjeździe i zaraz po wejściu na sale jestem ciepło witany oklaskami i radosnymi uśmiechami. Zajęcie są w toku, więc siadam z tyłu na przygotowanym dla mnie miejscu wśród innych asystentów, czyli wspomnianego wcześniej Quintina i poznanego teraz Bena. Sala wykładowa znajduje się na terenie pięknej odkrytej pływalni i jest profesjonalnie przygotowana do zajęć - m.in. pełna materiałów szkoleniowych. Witold prowadzi wykład a ja odczuwam coraz mocniej zmęczenie po podróży... W przerwie mamy posiłek, uczestnicy kursu witają się ze mną osobiście, a ja próbuje zapamiętać ich imiona. Nie jest to łatwe, tym bardziej ze są oni z wielu stron świata: RPA, Anglii, Holandii, Portugalii i Włoch. Poziom szkolenia, jaki zapewnia Witek ściąga wielu chętnych -18 osób (!!!) w tym 3 dziewczyny. To miłe i jednocześnie zobowiązujące dla prowadzącego. Po zajęciach jedziemy z Witkiem na kolację do włoskiej knajpy a później do domu Witka, gdzie wprowadzam się do przygotowanego dla mnie przytulnego pokoju. Padam ze zmęczenia i natychmiast zasypiam. Obaj nie mamy siły nawet porozmawiać, tym bardziej, że...
25/11/2000
Godz. 06.15. Zegarek mam już przestawiony o 1 godzinę do przodu w stosunku do czasu Polskiego – w kraju jest więc 5.15 (!). Wstajemy wcześnie i jedziemy wyjątkowo na inną, ale piękna i głęboką pływalnię, gdzie rozpoczynają się pierwsze zajęcia basenowe. Witek przydziela mi grupę i ewaluujemy czynności PADI w nauczaniu nurkowania, które musza być zaprezentowane przez kandydatów na instruktorskim poziomie. Jestem mile zaskoczony wysokimi umiejętnościami dotychczasowego wyszkolenia kandydatów. Wszystko przebiega bardzo sprawnie. Po zajęciach Witek podsumowuje przeprowadzone zajęcia i pomaga mi omówić szczegóły dotyczące mojej grupy. Wszyscy uważnie słuchają, nie ma bezsensownych dyskusji. Po basenie jedziemy do klasy i dalej już do końca dnia trwają wykłady. W przerwie jemy lekki posiłek – wszystko na miejscu. Późnym wieczorem po zajęciach, jedziemy z Witkiem prosto na kolację - jemy znakomite żeberka, a porcje są imponujące. Wracamy do domu...
26/11/2000
Godz. 05.45. Wstajemy i jedziemy na pływalnię wcześniej, ponieważ dzisiaj będą tutaj zawody pływackie. Kandydaci maja już swoje pierwsze prezentacje prowadzonych na basenie zajęć. Muszą też przedstawić omówienia: wstępne i końcowe. Znowu jestem mile zaskoczony poziomem ich przygotowania - znakomita kontrola i rozwiązywanie problemów. Po zajęciach pod woda jeszcze zaliczenie czynności ratowniczych na powierzchni - poszło szybko, zaczynam się już do tego przyzwyczajać. Ponownie sala wykładowa, przerwa obiadowa i pierwsze prezentacje wykładów teoretycznych - nie mogę uczestniczyć w ewaluacji, ponieważ zbyt dużo wiadomości po angielsku ucieka mojej uwadze. Słońce i ciężka praca do samego wieczora zabiera wszystkim siły. Jedziemy do domu.
27/11/2000
Godz. 05.30. Wstajemy jeszcze wcześniej, żeby nie utknąć w poniedziałkowych korkach. Witek cały dzień z pomocą asystentów prowadzi zajęcia. W międzyczasie kandydaci rozwiązują różne testy sprawdzające poziom ich wiedzy teoretycznej z zakresu nurkowania. Sprawdzam te testy wg klucza - to oczywiście jest proste. Uzupełniam dokumentacje kursu i kursantów. Znam już te tony papierkowej roboty, ponieważ miałem już z nią do czynienia wcześniej w Polsce. W południe – jak zwykle - jemy szybki lunch, a późnym popołudniem jedziemy na kolacje do bułgarskiej knajpy i krótkie odwiedziny do Zbyszka Kobaka - znanego w RPA polskiego muzyka. Wieczorem Quintin zabiera mnie do Johannesburga, żeby pokazać mi trochę nocnego życia tej jednej z największych w świecie metropolii. Nie wracamy jednak późno, bo jutro czeka nas ciężki dzień.
28/11/2000
Godz. 05.45. Wyjeżdżamy na cały dzień na Bass Lake, 100 km od Pretorii, gdzie znajduje się znakomicie przygotowany i zorganizowany dla nurków kamieniołom. Zjeżdża się tu niekiedy na weekend nawet kilkuset nurków, więc już wcześniej trzeba rezerwować miejsce. Dzisiaj, w środku tygodnia jest spokojnie - oprócz nas ok.50 osób. Mamy do dyspozycji profesjonalną bazę nurkowa wyposażona w sprężarki, przetaczarki (30 sztuk 50litrowych butli !!!), nitrox, sklep, wypożyczalnie, bar, czyste toalety z natryskami oraz zadaszone stanowiska z prądem, grillem, stołami, krzesłami, podestami i suszarnią a także wejścia - wyjścia z wody, oznaczone platformy do ćwiczeń i wraki. Ciekawostka jest fakt, że akwen położony jest ok. 1600m n.p.m., a wiec nurkowanie w górach. Maksymalna głębokość zbiornika to 24m. Kursanci musza się wykazać umiejętnością prowadzenia nurkowań na wodach otwartych: rozwiązywaniem zadanych problemów, kontrolą i wykorzystaniem asystenta. W mojej grupie Witek pozwolił mi już sprawdzać także omówienia przed i po nurkowaniu - doszedłem już do wprawy i rozumiem bez większych problemów to, o czym mówią - niejasności rozwiązujemy wspólnie. Po skończonych nurkowaniach następuje omówienie. Kursanci zadają coraz więcej rzeczowych pytań, ale znajduje się też czas na żarty. Przekonuję się ostatecznie o ich doskonałym dotychczasowym przygotowaniu i dobrych nawykach, jak również widzę ich duże postępy. To zasługa ich poważnego, bezkonfliktowego podejścia oraz pracy Witka. Kurs jest świetnie zorganizowany i prowadzony. Sprawnie przebiegające zajęcia i podział obowiązków świadczą o dużym doświadczeniu i profesjonalizmie naszego Course Directora. W przerwach jemy znakomite kanapki z ciepłych bulek kupione. Chłopcy pokazują mi na tablicy ogłoszeniowej plakat - ulotkę informacyjna szkoły instruktorów Witka ze zdjęciami, na których jesteśmy razem – to dla mnie miła niespodzianka. Wieczorem wracamy do Pretorii i po rozpakowaniu sprzętu nurkowego jedziemy na kolację do bardzo skromnej, ale cieszącej się dobrą opinią restauracyjki, gdzie jemy przepyszne krewetki. Okazuje się, że Witek zna się doskonale na dobrej międzynarodowej kuchni i ma możliwość zaprezentować mi ją tutaj w Afryce. Po powrocie do domu idziemy do swoich pokoi i po kąpieli natychmiast kładziemy się spać.
29/11/2000
Godz. 06.15. Wstajemy i jedziemy na zajęcia - jestem nawet w miarę wyspany. Jest pochmurnie, ale ciepło. Dzisiaj od rana są wykłady - materiał teoretyczny zbliża się do końca. Dwie osoby w międzyczasie musiały przerwać swój udział w kursie: Włoch zachorował na ucho, a Portugalczyk musiał pilnie wracać do swojej firmy – dokończą obaj program następnym razem. Dzisiaj przed południem powtórka standardów i wiedzy teoretycznej. Mały lunch jak zwykle na miejscu i po południu rozpoczynamy ostatnie zajęcia basenowe. Nasi kursanci prezentują po dwie czynności w nauczaniu nurkowania. W swojej grupie z prawdziwą przyjemnością stawiam najwyższe oceny większości kandydatom. Konsultuję moje oceny z Witkiem i Quintinem - są podobne. Kursanci ostatnie rady Witka przyjmują z prawdziwa wdzięcznością. Nie maja pretensji o obniżone czasami oceny, wiedzą, że przyjechali się tutaj uczyć, i to
nie byle jak. W międzyczasie dowiaduję się, że w grupie mamy doświadczonych i wysoko wyszkolonych instruktorów z innych dużych i znanych na świecie organizacji (BSAC i NAUI), którzy przekwalifikowują się na system PADI. Oni szczególnie - mówią o tym głośno - doceniają metody tego szkolenia. To przecież najbardziej profesjonalny i rozpoznawalny na świecie system szkolenia. Doświadczeni instruktorzy PADI prowadzą programy edukacji nurkowej w wielu krajach dla policji, wojska i jednostek ratowniczych. Szkolenie takie poprzez spójność nowoczesnego programu gwarantuje nabycie wysokich umiejętności wg najnowszych wymogów stawianych na świecie. Późnym wieczorem, po zajęciach jedziemy z Witkiem na olbrzymie steki. Dołącza do nas na chwilę Quintin. Wkrótce jedziemy do domu i szybko szykujemy się do spania...
30/11/2000
Godz. 05.30. Wstajemy znowu wcześnie i jedziemy na salę wykładową. W drodze zajeżdżamy do Reef Difers. 5 Stars Carier Development Centre (5 Gwiazdkowe Centrum Rozwoju Nurków) było kiedyś własnością i dumą Witka. Sprzedając cieszące się znakomitą renomą centrum, poświęcił swój czas szkoleniu i doskonaleniu umiejętności instruktorów. Załatwiamy wiele bieżących spraw. Wszyscy tu bardzo lubią i szanują Witka, o co tylko poprosi jest właściwie natychmiast realizowane. W sali wykładowej jesteśmy chwilę później. Wszyscy kandydaci już są, mimo dużego zmęczenia. Tu IDC trwa 7 dni, więc mają za sobą dużo ciężkiej pracy. Jak zwykle na koniec quiz ze standardów, uzupełnianie dokumentacji, ostatnie wykłady i prezentacje wykładów. Kursanci piszą jeszcze parę testów i w końcu jadą do domów uczyć się ostatnią noc przed egzaminami. Dzisiaj Witek podjął decyzje o niedopuszczeniu dwóch kandydatów do IE - egzaminów instruktorskich. Znowu późnym wieczorem wychodzimy z klasy. Powtarzamy kolację z pierwszego naszego wieczoru -pasta we włoskiej restauracji to pewne zadowolenie dla podniebienia. Musze przyznać, że podawane w RPA jedzenie jest bardzo dobre...
01/12/2000
Godz. 06.30. Dzisiaj sobie pospaliśmy. O tej porze ruch na ulicach jest już spory. W klasie spotykamy się z naszymi kursantami - piszą jeszcze ostatnie testy z teorii nurkowania, powtarzają wiadomości i wspólnie rozwiązujemy wątpliwości. Dzisiejszy dzień to czas rozpoczęcia egzaminów. Jedziemy po egzaminatorów do Johannesburga. Zabieramy ich z hotelu do doskonale zorganizowanego centrum konferencyjnego. Tu punktualnie o godz.16.00 rozpoczyna się rejestracja IE. Teraz kandydaci dowiadują się o wszystkim, co się będzie działo przez najbliższe 3 dni. Jakie ich czekają prezentacje, czynności i jak przebiegają ewaluacje. Egzaminatorami są: Eric Albinsson z Anglii -manager departamentu Quality Ansurance w PADI International i Mario Beaucage z Kanady - etatowy egzaminator PADI. Na 28 kandydatów 16 osób jest z kursu Witka, a pozostałych 12 od innych 4 Course Director’ów - to mówi samo za siebie... O godz.17.15 rozpoczynają się egzaminy wiedzy teoretycznej z 5 modułów (fizyka, fizjologia, środowisko,
sprzęt i planowanie nurkowania). Po 2 godzinach nasi kandydaci wszyscy pomyślnie kończą test. Jedziemy jeszcze do sali wykładowej - tu Witek daje ostatnie wskazówki przed jutrzejszym dniem. Jesteśmy tak zmęczeni, że bez kolacji kładziemy się spać.
02/12/2000
Godz. 05.30. Jedziemy po egzaminatorów. O godz. 8.00 po uprzednim podziale na dwie grupy rozpoczynają się jednocześnie egzaminy ze standardów i prezentacje wykładów. W krótkiej przerwie jedziemy na lunch. Wszyscy pomyślnie przeszli tę ciężka część egzaminu. Następnie jedziemy do centrum rekreacyjno - sportowego w Johannesburgu. Tu odbywają się egzaminy z prowadzenia zajęć nauczania nurkowania na basenie. Cala grupa zdaje z powodzeniem - są dobrze przygotowani. Późnym wieczorem odwozimy egzaminatorów do hotelu i jedziemy znowu bez kolacji do domu.
03/12/2000
Godz. 05.30. Wraz z egzaminatorami jedziemy na Bass Lake - miejsce ostatniego dnia egzaminów na wodach otwartych. Jest niedziela, nad woda jest ok.300 nurków. O godz. 8.00 rozpoczynają się omówienia i zajęcia w wodzie. Tutaj nie ma miejsca na pomyłki - to kosztuje niestety brak zaliczenia ze wszystkiego, nawet z tego, co się dotychczas zdało. To zrozumiałe, ponieważ są to normalne warunki nurkowe. Na koniec zaliczenie kluczowego ćwiczenia z kursu PADI Rescue Diver - nieprzytomny i nie oddychający nurek na powierzchni. Wszyscy zdali, witamy kolejnych Instruktorów PADI. Świeżo upieczeni instruktorzy są dumni, że mogą szkolić w największej i najbardziej profesjonalnej organizacji kształcącej nurków na świecie. Egzaminatorzy szczerze gratulują wszystkim, rzadko się zdarza, że w tak dużej grupie wszyscy zdali. Jeszcze wręczenie dyplomów i pamiątkowe zdjęcia. To już koniec oficjalnej części - umawiamy się na spotkanie wieczorem. Chwila odpoczynku w domu i jedziemy do Johannesburga do knajpy na torze Formuły I. Tu spędzamy z nowymi Instruktorami PADI miły wieczór, który nie trwa jednak zbyt długo - zmęczenie daje znać o sobie. Rozjeżdżamy się do domów ok. godz. 23...
04/12/2000
Godz. 06.30. Wstajemy później niż zwykle - prawie czuje się winny. Dzisiaj mamy dzień wolny od zajęć szkoleniowych, odwiedzamy, więc centra nurkowe. Panuje w nich niesamowity ruch – sezon nurkowy trwa tutaj cały rok. Na śniadanie mamy czas dopiero ok.12.00. Znowu wracamy do tysiąca spraw w Pretorii i Johannesburgu – to zupełnie inny świat, warto go zobaczyć.
05/12/2000
Godz. 05.30. Budzimy się wcześnie - wita nas piękny słoneczny dzień. Pakujemy sprzęt, materiały do bus’a i jedziemy na Bass Lake. Na miejscu, mimo że jest środek tygodnia jest ok.80 nurków. Tutaj prowadzimy kurs
nitroxowy: zarówno podstawowy jak i instruktorski. Cały dzień wykładów i nurkowań. Ponieważ jest to nurkowanie w górach i na nitroxie – pomimo, że mam w pełni przystosowany komputer do takich nurkowań – z ciekawości dla siebie samego obliczam głębokości zastępcze i maksymalne, czasy bezdekompresyjne, ciśnienie parcjalne tlenu i czasy ekspozycji. To ciekawe jak wszystko się diametralnie zmienia. Przed wejściem do wody ćwiczenia praktyczne. Kursanci uczą się jak napełnia się i sprawdza naładowane nitroxem butle. Po omówieniu przechodzimy do nurkowań. Temperatura wody na powierzchni wynosi 22st.C. Pierwsza termoklina na głębokości 8 metrów obniża temperaturę wody do 16st.C i następna na głębokości 15 metrów do 10st.C. Zanurzamy się wzdłuż liny opustowej do głębokości 22 metrów i zaczynamy się przemieszczać - powoli wynurzając - w kierunku ścian kamieniołomu. W tej zalanej kopalni dolomitu na głębokości około 12 metrów nurkujemy wzdłuż różnych formacji skalnych ścian. Kamieniołom różni się od znanych mi w Polsce temperaturą wody i bardzo bujną roślinnością. Widoczność nie przekracza 5 metrów, co zdecydowanie obala mity o komfortowych nurkowaniach w RPA. W trakcie kolejnej porcji teorii niespodziewanie przychodzi burza. Jesteśmy na jej skraju. Jest ulewa, a grzmoty i pioruny mieszają się ze słońcem i tęczą. Drugie nurkowanie na maksymalnej głębokości 14 metrów, to nurkowanie wrakowe. Zwiedzamy 3 wraki: duży autobus – wpływam do środka i siadam na ławeczce; 'batyskaf' - zrobiony niegdyś przez dzieci, które w nim niestety utonęły oraz łódź motorowa – w dobrym stanie z silnikiem. Po nurkowaniu jeszcze omówienie, wykład i późnym wieczorem kończymy zajęcia - pora jechać do domu.
06/12/2000
Godz. 07.30. Od rana załatwiamy mnóstwo spraw przed wyjazdem do Umkomaas nad Ocean Indyjski, gdzie Witek będzie prowadził kurs Master Scuba Diver Trainer. Jest to kurs dla instruktorów chcących podwyższyć kwalifikacje. W międzyczasie w domu u Zbyszka Kobaka jemy gołąbki - pyszny polski obiad przygotowany przez jego żonę, Ewę. Szybko robi się bardzo późno, a jutro trzeba wcześnie wstać.
07/12/2000
Godz. 05.30. Od świtu jest upał. Przed nami daleka podróż do Umkomaas. Kupujemy suszone mięso (pyszne!), wodę i ruszamy w drogę. Około godziny jedenastej jemy skromne śniadanie. Podziwiam szybko zmieniający się wraz z klimatem malowniczy krajobraz afrykański. Niespodziewanie przychodzi potężna burza z gradobiciem - musimy zwolnić, aż w końcu zatrzymujemy się wraz z innymi samochodami pod potężnym mostem. Po nawałnicy ruszamy dalej, a ja nie mogę nadziwić się pięknym widokom. Mijamy górę Mount Everest (!!!) - nawet nie wiedziałem, że jest taka druga na świecie... Patrzę na piękne krajobrazy z górami, kanionami, sawannami i rzekami. Późnym popołudniem dojeżdżamy do celu. Jest pochmurnie, ale ciepło i bardzo wilgotno. Zajmujemy w bazie nurkowej stały pokój Witka z widokiem na Ocean Indyjski, około 20 metrów od jego brzegu. Na terenie bazy większość chodzi bez obuwia - przyłączam się do nich i chodzę
boso. Jedziemy na kolacje do “Sebastiana” – pamiętam tę knajpę z mojej ostatniej tutaj podróży – podają tu znakomite jedzenie. O godzinie 20.00 Witek rozpoczyna rejestrację kursu Master Scuba Diver Trainer – kursanci wypełniają dokumenty i zapoznają się z przebiegiem zajęć. Po tym programie instruktorzy mogą nauczać pięciu różnych specjalizacji nurkowych i nabywają uprawnienia Instruktorów Pierwszej Pomocy Medycznej. Na kursie jest 12 kandydatów. Zaraz po rejestracji idziemy szybko spać.
08/12/2000
Godz. 05.30. Rozpoczyna się teoria i omówienie nurkowania wrakowego. O 08.00 wypływamy już na ocean. 18 osobowy ponton z dwoma120 konnymi silnikami prowadzi Kevin - znany mi już skiper z Australii, który przyjechał tu pracować i twierdzi, że to dla niego najlepsze miejsce na świecie. Przy okazji jest w tym, co robi naprawdę dobry. Płyniemy na wrak Nebo. Witek dzieli nurkujących na dwie grupy - jedna z nim, druga ze mną. Maksymalna głębokość nurkowania 25 metrów i są silne prądy. Dawno tu nie nurkowałem, więc nie czuję się od razu swobodnie, ale nie mam czasu rozczulać się nad sobą. Oprócz ćwiczeń mamy czas na podziwianie wraku, leżącego do góry nogami i przełamanego na pół. Spotykamy dużą ogończę, skorpenę i murenę. Po 35 minutach kończymy nurkowanie. Strasznie kołysze, fale dochodzą do 3metrów wysokości. Mamy krótka przerwę na śniadanie połączone z omówieniem i wracamy na nurkowanie, tym razem na wraku Produce. Kołysze jeszcze mocniej, albo odczuwam to inaczej po śniadaniu. Wrak leży na 40 metrach, ale nie możemy nurkować głębiej niż na wcześniejszym nurkowaniu, więc ćwiczenia wykonujemy na górnych jego elementach - na 23 metrach. W trakcie zajęć opływa nas ogromny napoleon - znałem go tylko z opowiadań. Teraz zobaczyłem, że opowieści o nim nie były przesadzone i jest wielkości chyba małego samochodu. Widoczność w tym dniu pod wodą sięga około 35 metrów. Na powierzchni fale utrudniają wejście na ponton. Po nurkowaniach do końca dnia została tylko teoria – Witek prowadzi wszystkie zajęcia osobiście. Zrywa się potężna burza, woda leje się strumieniami.
09/12/2000
Godz. 04.45. To w Polsce dopiero 03.45 czyli dla niektórych środek nocy. Krótkie omówienie nurkowań głębokich, przygotowanie sprzętu i o 06.00 wypływamy z naszej zatoki. Dzisiaj inny skiper wyprowadza nas w ocean i od razu widać różnicę. Na nurkowaniu nie jesteśmy pierwsi. Niektórzy już wracają - o której oni wypłynęli? Pogoda niestety się nie poprawiła - pada deszcz i są duże fale. Widoczność jednak na nurkowaniu jest rewelacyjna. Maksymalna głębokość 28 metrów. Spotykam znanego mi już z przed 1,5 roku żółwia garbatego – rozpoznaję go po odgryzionej przez rekina przedniej łapie. Podpływam blisko, żeby go delikatnie pogłaskać po skorupie. Pamiętam, że dla jego dobra nie należy go mocno chwytać. Po wykonanych przez chłopaków ćwiczeniach kontynuujemy piękne nurkowanie w dryfie po rafie. Po przerwie na śniadanie wypływamy na nurkowanie z zakresu podwodny przyrodnik. Mimo nie najlepszej pogody bardzo dużo nurków wypływa w ocean. Płynąc pontonem towarzyszą nam delfiny butlonose, a na nurkowaniu spotykamy całe mnóstwo
przeróżnych form życia (skorpenowate, papugoryby, ustnikowate, pokolcowate i inne). Wszystko to na przepięknej rafie z grotami, kanionami, nawisami i katedrami. Maksymalna głębokość nurkowania 15m. Do wieczora już tylko teoria i jedziemy wszyscy na kolacje do pobliskiego hotelu – “szwedzki stół” w afrykańskim wydaniu bardzo wszystkim odpowiada
10/12/2000
Godz. 04.45. Wstajemy wyspani - dzień jest słoneczny i upalny. Po omówieniu wypływamy od razu w ocean - płynie z nami Kevin i wszyscy są z tego powodu zadowoleni, albowiem widać klasę, z jaka prowadzi ponton. Dzisiaj rafa Kathedral - to znane i urocze miejsce. Widoczność niestety spadla do 25 metrów. Po osiągnięciu maksymalnej głębokości 26 metrów spotykamy ogromną - wielkości naszego pontonu - płaszczkę, a wokół niej mnóstwo ryb. Wpływamy do tunelu prowadzącego do Kathedral, ale nie możemy go od razu swobodnie przepłynąć, gdyż w środku pływa rekin – żarłacz gruby, długości 2 metrów. Czasami zbliża się na odległość około 1 metra. Jest piękny, lecz wiem, że drażniony może być niebezpieczny. Ostatnio tu w RPA zaatakował nieroztropnego nurka z USA i odgryzł mu nogę, gdy ten chciał go schwytać rękoma. Robię miejsce do obserwacji dla innych chłopaków z grupy. Witek z Graig'iem decydują się we dwójkę żeby przecisnąć się powoli i ostrożnie tuż koło ściany groty. Reszta grupy wraz ze mną wchodzi obok dużo większym dużo wejściem. Tutaj podziwiamy rekina z drugiej, bardziej oświetlonej strony. Niespodziewanie bardzo blisko na podpływa żółw. Całkiem dobrze jak na początek nurkowania. Przepływamy na płytszą cześć rafy i kontynuujemy nurkowanie. Spotykamy jeszcze 1,5 metrowego napoleona. Dzisiaj po śniadaniu pozostała tylko teoria i późnym popołudniem wyjeżdżamy do Pretorii. Żegna nas gorące słońce – szkoda, że go zabrakło w trakcie naszego całego pobytu tutaj. Przyjeżdżamy na miejsce około północy. Podczas mojego całego pobytu w Umkomaas zauważyłem, że instruktorzy, niejednokrotnie z dużą praktyką, zawsze uważnie słuchają wykładów Witka i z szacunkiem odnoszą się do jego doświadczenia. Przekonałem się także, że na takich wyjazdach nurkowych warto polegać na sprawdzonych osobach, które doskonale znają lokalne warunki. A wybór miejsca nurkowego wynika z ich doskonałej na ten temat wiedzy, a nie przypadku. Wszystkie nasze nurkowania były doskonale zaplanowane i przynosiły oczekiwane efekty dydaktyczne. Ponadto dostarczyły wszystkim przepięknych wrażeń estetycznych.
11/12/2000
Godz. 07.30. Wstaję wyspany jak nigdy dotąd w Afryce. Spędzamy cały dzień z Witkiem na załatwianiu mnóstwa spraw związanych z naszym jutrzejszym wyjazdem do Polski. Spotkania, zakupy itd.... Wieczorem jedziemy na kolacje i jemy stek, którego smaży się samemu na kamiennej płycie - wyśmienity, ale strasznie duży... Mamy w końcu trochę więcej czasu na luźną pogawędkę. Po kolacji mała wycieczka samochodem, w trakcie, której Witek pokazuje mi murzyńskie dzielnice, gdzie niebezpiecznie jest wysiadać z samochodu.
12/12/2000
Godz. 02.30. Obudziłem się chyba dla tego, że za długo spałem poprzedniej nocy (?). Nie mogę zasnąć więc biorę się za uzupełnianie dziennika podróży o fakty, które gdzieś umknęły - porządkuję i układam materiał. W końcu świt, wstajemy i ruszamy znowu na spotkania w centrach nurkowych. Przez ostatnie trzy tygodnie przekonałem się, że Witek jest powszechnie znaną i bardzo szanowaną osobą w całym środowisku nurkowym na terenie RPA i nie tylko. Codziennie odbierał telefony z krajów Afryki od swoich wychowanków instruktorów – którym pomógł niejednokrotnie znaleźć pracę lub otworzyć własne centrum nurkowe - oraz z PADI ze Stanów Zjednoczonych i Anglii, aby udzielać konsultacji. Tuż przed odlotem Witek ma jeszcze ostatnie wykłady dla Instruktorów specjalizacji Nitroxowej. Ewa ze Zbyszkiem odwożą nas na lotnisko. Podczas mojego tu pobytu byli mi bardzo życzliwi i zawsze chętni do pomocy. Jesteśmy jednymi z pierwszych, wiec szybko i bez problemów uczestniczymy w odprawie. Czytam z ciekawości tablicę odlotów - w ciągu pięciu godzin z Johannesburga do Europy odlatuje parenaście samolotów w tym pięć do Londynu. Niesamowite ile ludzi podróżuje do RPA. Wsiadamy do samolotu i dokładnie o godz. 21.45 czasu lokalnego startujemy.
13/12/2000
Lądujemy w Londynie o godz. 06.30. Na lotnisku okazuje się, że nasz lot jest odwołany. Witek korzystając ze swojej złotej karty podróży British Airways załatwia nam bilet na najbliższy samolot do Berlina. W przeciwnym razie czekalibyśmy co najmniej do około godziny 20. Powodem zamieszania jest wypadek samolotu na pasie startowym. Jak się później okazało przyczyna był silny wiatr, który - jak skojarzyliśmy - również naszym samolotem rzucał w trakcie lądowania. Dostaliśmy voucher, więc wykorzystujemy go i zjadamy obfite angielskie śniadanie. Nasz kolejny samolot jest także odwołany, więc wylatujemy w sumie z prawie 7 godzinnym opóźnieniem. Późnym wieczorem lądujemy w Berlinie. Witek zostaje w Niemczech i jedzie od razu do Kiel na ważne spotkanie, a ja pociągiem dostaje się do Polski. Z dworca kolejowego w Rzepinie odbierają mnie koledzy nurkowie - Leszek i Marek - którzy bezpiecznie, po 21 dniowej wyprawie dowożą mnie do domu.
RYNIO
Ryszard M.Barańczuk


