Irlandia

Irlandia – nieznane oblicze (krótka fotorelacja)

POMYSŁ I PRZYGOTOWANIA

Nurkuję od kilkudziesięciu już lat. Nie jestem typem nurkiem „akwariowego”, co to akceptuje wyłącznie tropiki. Doceniam egzotyczne morza, ale uważam że to nie wszystko...

 

Od lat rozmawialiśmy z moim przyjacielem Maćkiem Malinowskim o wyprawie nurkowej do Irlandii. Przygotowywałem się już bezpośrednio do tego wyjazdu prawie rok. W międzyczasie odwiedziłem Bornholm, kusiła Norwegia. W końcu sprzyjające okoliczności sprawiły, że zorganizowałem wyprawę nurkową do Irlandii. Długo szukałem miejsc, czytałem opisy, sprawdzałem warunki, korespondowałem z różnymi centrami nurkowymi (przede wszystkim interesowały mnie relacje z ludźmi). W końcu skrupulatnie omówiłem szczegóły naszych nurkowań, zorganizowałem transport, noclegi i wyżywienie. Wybraliśmy z Maćkiem początek lata-czerwiec i podróż samolotami. Na wyjazd zgłosiło się kilkanaście osób-wysłałem wyczerpujące informacje do wszystkich.

WYPRAWA

Wylatujemy z Warszawy i Wrocławia-mamy szczęśliwie prawie jednakowe godziny  odlotów. Odróżniamy się wyraźnie od pasażerów- oprócz nas właściwie wszyscy lecą do... pracy.

Nasze torby, ekwipunek wzbudzają spore zainteresowanie nie tylko w trakcie odprawy bagażowej i bezpieczeństwa. Co niektórzy pytają po co lecimy-a my odpowiadamy: na wakacje.

Zdziwienie i niedowierzanie jest ogromne. Niebawem spotykamy się na lotnisku w Cork.

Serdeczne powitanie i ruszamy do wypożyczalni samochodów. Mamy już wybrane i zarezerwowane wcześniej auta, więc formalności nie trwają długo.

Wychodzimy na parking i ... o rety-pada deszcz. Czemu się dziwić- w końcu to Irlandia.

Ruszamy na zachód pamiętając o lewostronnym ruchu- nie jest źle. GPS z dobrą, aktualną mapą okazuje się niezastąpiony. Po drodze podziwiamy pierwsze Irlandzkie krajobrazy- na pierwszym postoju dzielimy się pozytywnymi wrażeniami. Z każdą godziną naszej podróży poprawia się pogoda.

W końcu dojeżdżamy do uroczego miasteczka Kenmare, będącego przez najbliższy tydzień naszą bazą podstawowych zakupów i zaopatrzenia. Dalej jedziemy bardzo ciasnymi drogami półwyspu Beara Peninsula do celu naszej podróży-Kilmackiellogue. Nadmorska osada, parę domów i pensjonat przy porcie o wdzięcznej nazwie Teddy O'Sullivan. Poznajemy właścicieli i wprowadzamy się do przytulnych pokoi. Miejsce od razu urzeka krajobrazami.

W błogiej atmosferze spokoju- który od razu się nam udzielił- popijamy oryginalnego Guinnessa z beczki (smakuje oczywiście wybornie i niepowtarzalnie). Oczekujemy na przyjazd właściciela miejscowego centrum nurkowego-Paul'a.

Gdy tylko się zjawia- z profesjonalnym ale naturalnym uśmiechem- przystępujemy do omówienia naszych wcześniejszych planów: zapoznania się z centrum, warunkami, organizacją nurkowań, szczegółów. Wypełniamy odpowiednie dokumenty, rozładowujemy sprzęt.

Nie szukaliśmy najtańszej oferty, więc od początku nie ma niespodzianek- wszystko jest perfekcyjnie przygotowane na nasz przyjazd. Później już tylko rozmawiamy- Paul jest bardzo rozmowny. Jakbyśmy się znali od lat- nie ma końca opowieściom...

Po kolacji kładziemy się szybko spać. Jesteśmy po całym dniu wymęczeni, a od jutra nurkujemy. Wygodne łóżka, cisza i świeże powietrze sprawiają, że od pierwszej nocy śpimy bardzo dobrze. Dostajemy obfite śniadanie w stylu brytyjskim- cóż... Pogoda od rana jest piękna.

NURKOWANIA

Paul jest bardzo punktualny-wiadomo poziom centrum zobowiązuje. My też na czas zbieramy się ze sprzętem i transportujemy go wózkiem na koniec molo. Po chwili mkniemy z zawrotna prędkością dużym i wygodnym ribem na pierwsze nurkowanie.

Wszystkie nurkowania są bardzo dokładnie omówione i zobrazowane. Paul wykazuje się najwyższym profesjonalizmem. W wyprawach, które organizuję zawsze kieruję się jakością, więc prawdopodobieństwo niemiłych niespodzianek jest niewielkie.

Dzień po dniu nurkujemy wśród klifów, w kanionach, na odkrytych szarych ścianach, kolorowych bajecznie łąkach. Ocean Atlantycki odkrywa przed nami swoje uroki podwodnych krajobrazów i życia. Kraby i kongery zaskakują swoją wielkością. Sałata morska zadziwia żywymi kolorami. Niesamowite spotkanie z rekinem uwieńcza podwodne przygody. Cóż dodać?

Nurkowania typowo przyrodnicze zaskakują swym bogactwem.

INNE ATRAKCJE

Przeczytane w przygotowaniach do wyjazdu opisy i najbliższe widoki skusiły nas do zwiedzania.

Wybieraliśmy się prawie codziennie na bliższe i dalsze wycieczki.

Objeździliśmy nieomal cały półwysep, na którym mieszkaliśmy i wyruszyliśmy również w głąb lądu. Odwiedziliśmy wiele ciekawych miejsc. Odkryliśmy śródziemnomorski klimat Irlandii.

Nieopodal znajdował się okazały ogród gdzie rosły okazałe palmy i prześliczne rododendrony.

Nasze wycieczki krajoznawcze obfitują w przygody:

* kulinarne

* przyrodnicze- krajobrazowe

* przyrodnicze poznawcze- obserwacje rekinów wielorybich na krańcu półwyspu

 

* kulturalne

* zwiedzanie miasteczka

Na jedną noc przeprowadzamy się do urokliwego domu na pustkowiu wśród wrzosowych wzgórz. Obiecujemy sobie, że tu chcemy powrócić kolejny raz- komfortowe lokum na pustkowiu.

POWRÓT

Przez cały okres naszego pobytu była ładna i bezdeszczowa pogoda. Dopiero w dniu wyjazdu powrócił deszcz z pierwszego dnia. Zagraliśmy nawet w badmintona na świeżym, bezwietrznym (!) powietrzu. Udało nam się również dojść „do porozumienia” z kuchnią, żeby dostawać bardziej europejskie śniadania- cóż, nasze nawyki żywieniowe są zupełnie odmienne od tych na wyspach.

Życzliwość miejscowych ludzi nie miała granic. Wracamy do Cork, gdzie zwiedzamy miasto i „potykamy się” o wszechobecnych Polaków. Spędzamy ostatnią noc i rano po tygodniowym pobycie wylatujemy i wracamy do kraju.